puchatek


Idź do treści

Optymistyczne bajki

Optymistyczne Przedszkole

Świąteczna opowieść

Pewnej grudniowej nocy, kiedy zbliżało się Boże Narodzenie, wysoko na niebie pojawiła się maleńka gwiazdka. Przepięknie świeciła, a to w stronę drogi, którą rano biegły dzieci do przedszkola, a to w okna małej Zosi, która nie wychodziła z domu, bo ciągle bardzo bolały ją nogi.
Zosia i gwiazdka czuły się bardzo samotne i marzyły o prawdziwej przyjaźni.
Nagle, wieczorem Zosia spojrzała w okno kolejny raz czekając na małą gwiazdkę. Jednak tego wieczoru niebo tak się zachmurzyło, że blask gwiazdki nie zdołał przebić ciemnej chmury. Dziewczynka posmutniała i pobiegła do mamy, aby jej o wszystkim opowiedzieć.
Mama wysłuchała rozterek Zosi i postanowiła coś zaradzić. Usiadła obok dziewczynki i mocno ją do siebie przytulając, zaczęła nucić piosenkę, której nauczyła ją kiedyś pani Basia z przedszkola….


"Świeci gwiazdka, jedna druga, główka kręci, oczkiem mruga….
- Mamo, mamo, ja też znam tę piosenkę! Wykrzyknęła Zosia i zaczęła wtórować mamie swoim delikatnym głosikiem.
- Pani nauczyła nas nawet tańca do tej piosenki!
Chwyciła mamę mocno za ręce i zaczęły to obracać się w kółko, to mrugać rączkami, ale ból nóg nie pozwalał dziewczynce tańczyć. Wtem w pokoju zrobiło się tak jasno, jakby nagle ktoś pozapalał wszystkie światła na Ziemi.
Mama z Zosią podbiegły do okna i zobaczyły jak na niebie migoczą tysiące gwiazd, a wśród nich ta znajoma, maleńka.
- Mamo! Wykrzyknęła Zosia. Moja gwiazdka już nie jest samotna, zobacz ile ma koleżanek. Już nigdy nie będzie smutna.
- Widzę kochanie. Na pewno, powiedziała mama.
Zosia jeszcze raz popatrzyła przez okno i nagle maleńka gwiazdka sfrunęła z nieba i usiadła na ramieniu Zosi.
- Witaj Zosiu, szepnęła jej do ucha. Ludzie mówią, że jak z nieba spada gwiazdka, to trzeba sobie pomyśleć jakieś życzenie.
Zosia szybko powiedziała, że nie chce już dłużej być chora. Gwiazdka uśmiechnęła się do dziewczynki i jak magiczny pyłek z czarodziejskiej różdżki, rozsypała się prosto na nogi Zosi.
- Mamusiu! Wykrzyknęła Zosia. Przestały mnie boleć nogi. Zobacz, mogę normalnie chodzić.
Następnego ranka Zosia z radością pomaszerowała do przedszkola, w którym czekały na nią dzieci. I od tamtego dnia nigdy już nie była samotna.


Autor: Agnieszka Karbiak

DŁUGIE USZY BAZYLEGO

Na skraju zielonego lasu mieszkał miś Bronek i zajączek Bazylii, który miał bardzo długie uszy. Chociaż bardzo się lubili i razem bawili, to niedźwiadek dość często dokuczał biednemu koledze.
- Bazyli, twoje uszy są przeogromne! Ha ha, śmiał się z niego przyjaciel.
Uszy Bazylego wtedy ze wstydu opadały i wyglądał bardzo nieszczęśliwie.
- Nie przejmuj się, synu - mówił tata. - Po prostu jeszcze nie dorosłeś do swoich uszu. A kto wie - może któregoś dnia okażą się przydatne. Głowa do góry.
Jednak Bazylemu nie przychodziła na myśl żadna sytuacja, w której mógłby wykorzystać swej ogromne uszy. Bał się, że jego przyjaciel nigdy mu nie da spokoju i ciągle będzie się z jego uszu wyśmiewać.
- Może powinieneś światła odblaskowe przymocować do swoich uszu i stać się sygnalizatorem świetlnym dla samochodów? - zapytał złośliwie Bronek.
- Już się nie dziwię, że mamy dziurę ozonowa. Przebijasz ja swoimi uszami. Ha ha. A dzisiaj wiatr taki wiał w nocy. Chyba za dużo wachlowałeś się nimi - nie przestawał go przedrzeźniać.
Biedny Bazyli o mało co, nie schował się ze wstydu w jakąś nawet najmniejsza dziurę pod ziemią. Pobiegł do domu ze łzami w oczach.
- Uszy do góry, synku! - mówił jego tata. - Wszystkie zające i króliki mogą mieć zwyczajne uszy, ale ty jesteś nadzwyczajnym zajączkiem. I nie zapominaj o tym!
W pobliżu znajdowało się ogromne pole kapusty i gdy tylko mama lub tata mieli jakieś zadania dla swoich malców w domu lub na podwórku, natychmiast się tam chowali. Siedzieli wśród głów kapusty, a gdy "niebezpieczeństwo" mijało, wracali do swoich domów.
Pewnego popołudnia, gdy siedzieli na polu, Bronek znów zaczął głośno się śmiać.
- Bazyli - Chichotał - Co ci to przypomina?, trzymając dwa duże kapuściane liście nad swoją głową. Dla Bazylego to wcale nie było zabawne. Zaczął gonić po polu złośliwego misia między kapustami, aż obaj padli z wyczerpania. Sapiąc głośno, zaczęli się rozglądać - Gdzie my jesteśmy? Kaputy byłe tak wysokie, że malcy nic nie mogły zobaczyć. Nie wiedziały którędy mają wrócić do domu. Po długim bieganiu w różnych kierunkach, usiadły bliskie płaczu.
- Zostaniemy tu na zawsze! - pochlipywał Bronek. Tak mi przykro Bazyli. To wszystko moja wina. Przepraszam cie bardzo. Jeżeli kiedykolwiek stad się wydostaniemy to przyrzekam ci uroczyście, że nigdy nie będę więcej ci dokuczać, zajączku.
Po kilu minutach przyjaciele usłyszały wesoły i znajomy głos w pobliżu.
- No chłopcy - wołał tata Bazylego - Chodźcie do domu, już się robi późno.. Dobrze że na was natrafiłem. Długo tak zamierzaliście jeszcze się tu chować.
- Jak pan nas tu odnalazł - zapytał Bronek.
Tata zajączka spojrzał dumnie na uszy swojego synka, bo to przecież one wystawały ponad kapustę i dzięki nim wypatrzył małych łobuziaków.
- Powiedzmy, że miałem szczęście i to nadzwyczajne szczęście - powiedział i mrugnął porozumiewawczo do syna.
Autor: Teresa Utrata

BAJKA O BIAŁYM MISIU

Był sobie biały niedźwiadek, który bardzo lubił zjeżdżać na sankach. Pewnego razu wszedł na wielką górę i ruszył w dół. Sanki zjeżdżały coraz szybciej i szybciej. I nagle - siu-u-up! Wjechały na bryłę lodu i poleciały razem z niedźwiadkiem!

Sanki frunęły bardzo wysoko, dookoła było pełno chmur. Niedźwiadek spojrzał w dół i zobaczył morze.
-Sanki, sanki - powiedział - zanieście mnie dalej!
Sanki wylądowały na żółtym piasku. Niedźwiadek zobaczył drzewa bananowe, małpę i żółwie i bardzo się zdziwił.
-A gdzie jest moja mama, biała niedźwiedzica? - spytał.
Małpa podrapała się w głowę i powiedziała:
-Nie wiem... Tu nie ma białych niedźwiedzi. Tu jest Afryka,
Niedźwiadek bardzo się zmartwił, ale przyszedł do niego duży żółw i powiedział:
-Nie martw się, misiu. Twoja mama jest tam, za morzem. Musisz do niej popłynąć.
-Masz rację - ucieszył się miś. - Zaraz zrobię łódkę!
Zerwał z drzewa wielki liść i zrobił z niego żagiel. Potem pożegnał się z żółwiem i z małpą, usiadł na swoich sankach i powiedział:
-Sanki, sanki, płyńcie do domu, do mamy!
I sanki popłynęły jak łódka.
-Poczekaj! - zawołała małpa i dała misiowi banany na drogę.
Niedźwiadek wrócił do domu i zdążył akurat na kolację.
-Nareszcie! - zawołała mama. - Gdzie byłeś, misiu?
-W Afryce! - powiedział niedźwiadek i opowiedział mamie, jak latał na sankach.
-Jesteś bardzo dzielny - powiedziała mama. - Ale następnym razem uważaj i nie zjeżdżaj z gór tak szybko!
A potem upiekła mu tort z bananami i zaprosiła dużo gości. I wszystkie niedźwiedzie i niedźwiadki bardzo się dziwiły, bo jeszcze nigdy nie widziały bananów.
Autor: Agnieszka Libner

BAJKA O MAŁEJ GWIAZDECZCE

Jak sama nazwa mojej bajki mówi, gwiazdeczka była mała. Nazywała się Śmieszka. Była ona bardzo fajną gwiazdeczką i śmieszną, dlatego tak ją nazwali. Gwiazdeczka była samotna, nie miała ani mamy, ani taty i mieszkała sama w jednym małym domku, w małym miasteczku.
Pewnego dnia, gdy szła na zakupy, zobaczyła ogłoszenie konkursowe pt. "Moja ulubiona piosenka". Śmieszka zgłosiła się do tego konkursu. Przygotowała piosenkę "Jesienne drzewa". Trenowała bardzo długo. Przygotowała sobie do ubrania na występ: czarne okulary, czerwone buty, czerwony mikrofon i złoty łańcuszek. Na konkursie wyglądała pięknie, a zaśpiewała… ZNAKOMICIE! Zajęła pierwsze miejsce. Od tej pory miała wielu przyjaciół i nie była już taka samotna.



Autor: Agnieszka Libner


Powrót do treści | Wróć do menu głównego